Blog > Komentarze do wpisu

16 Jazz w lesie, 28/29.07.2011

Po raz szesnasty już odbył się w Sulęczynie na Kaszubach doroczny festiwal: ''Jazz w lesie''. Inicjatorami przedsięwzięcia są od zawsze: Adam Czerwiński i Jacek Leszewski, a patronem festiwalu jest Jarek Śmietana będący jego dorocznym uczestnikiem.

Piękne Sulęczyno to miasteczko -wioska położone w sercu zalesionej Szwajcarii Kaszubskiej, pośród bajecznych jezior. Nad jednym z nich mieści się park, którego centrum jest hotel ''Leśny Dwór''. Tam własnie dorocznie zjeżdżają się Muzycy by w ciągu kilku dni pobytu poza koncertami, również spotkać się w tak dużym gronie, porozmawiać i spędzić wspólnie czas. Kto wie ile muzycznych projektów powstało po ''leśnych spotkaniach'' w Sulęczynie?
W ciągu 16 lat festiwalu, w pięknym parku otaczającym ''Leśny Dwór'', a także na uliczkach Sulęczyna można było m.in. spotkać spacerujących: Nigela Kennedy'ego, Bennie Maupina, Garry Bartza, Jana Ptaszyna Wróblewskiego, Zbigniewa Namysłowskiego, Michała Urbaniaka, Tomasza Szukalskiego, Piotra Barona, Zbigniewa Wegehaupta czy nieodżałowanego Arta Farmera, którego koncert w Sulęczynie był ostatnim w Polsce przed jego śmiercią w 1999 roku.
W tym roku Sulęczyno gościło m.in. takie znakomitości jak: Karen Edwards, Z-Star, Bill Neal, Wojtek Karolak, Maciej Sikała, Sławek Jaskułke, Sibel Kose, Bartek Krzywda czy Przemek Dyakowski. Stałymi, corocznymi bywalcami imprezy są Jarek Śmietana i ''rezydent'': Adam Czerwiński.
Zarówno park otaczający dworek jak i uliczki Sulęczyna opanowali Muzycy oraz miłośnicy Muzyki z różnych stron świata. Niezwykłą rzeczą jest możliwość spotkania i zamienienia kilku serdecznych słów z siedzącą na parkowej ławeczce Karen Edwards, rozmowa z przechodzącą chodnikiem Sibel Kose, czy wypicie piwa z Billem Neal.
Miałem ogromną przyjemność być zaproszonym na festiwal przez Jarka Śmietanę i w ciągu trzech dni pobytu poznać w ''Leśnym Dworze'' wielu Artystów, znanych dotychczas jedynie z płyt bądź zaledwie z opowiadań. Atmosfera jaka panowała na festiwalu stworzyła klimat happeningu trwającego w zasadzie non stop, bowiem po każdym koncercie odbywały się jam sessions, kończące się w porze śniadaniowej, a już w godzinach dopołudniowych można było usłyszeć ''poranne ptaszki'' jak choćby Macieja Sikałę ćwiczącego grę na saksofonie przy otwartym oknie swego pokoju. Klimat doprawdy czarowny i jedyny w swoim rodzaju!
Scenę festiwalową zbudowano nad samym jeziorem na skraju lasu, a otaczające plac dla publiczności olbrzymie olchy sprawiały, iż akustyka była wyśmienita i daleka od tego do czego przywykłem podczas ''zwyczajnych'' koncertów na świeżym powietrzu.
Będąc gościem ''Leśnego Dworu'' miałem możliwość uczestniczenia w próbach przed koncertami i witania się z przybywającymi do Sulęczyna znanymi mi już z poprzednich eventów Artystami jak: Karen Edwards, Z-Star, Maciej Sikała, Marcin Lamch, Adam Czerwiński czy Jarek Śmietana, który przyjechał pierwszego dnia dość późno -prosto z próby związanej z jego nowym projektem, którego częściowa odsłona miała mieć miejsce następnego dnia podczas koncertu z big bandem. Przy okazji drobnego zamieszania związanego z przydzieleniem pokojów poznałem wreszcie Billa Neal -wokalistę, saksofonistę i gitarzystę z Australii, biorącego udział w nagraniu najnowszej płyty Jarka Śmietany: ''I Love The Blues'' (2011). Pijąc piwo i rozmawiając z Billem siedząc na tarasie, obserwowaliśmy próbę przed wieczornym koncertem samej Sibel Kose!
Panował niezwykle podniosły nastrój przed czekającym nas dwudniowym świętem Muzyki.

Koncerty i jam sessions

29.07.2011

Jako pierwsi wystąpili ''Francuzi'', jak potocznie mówiono podczas festiwalu o Le Quartet Jazz de Saint-Lo. Zespół wystąpił w składzie: Eric Pud (piano), Eric Préterre (saksofon, flet i wokal), Emmanuel Thiry (bas) i Jean-Marc Duménil (perkusja).
Drugim wykonawcą podczas festiwalu był kwartet niezwykłego pianisty Kuby Stankiewicza, który po ogromnym sukcesie płyty ''Northern Song'' (1993), po ośmiu latach wraca na obraną wówczas drogę prezentując jednak zupełnie nowy materiał. Oprócz Kuby w kwartecie zagrała wspaniała sekcja rytmiczna: Wojciech Pulcyn (bas) i Sebastian Frankiewicz (perkusja) oraz Muzyk, który następnego dnia również pojawił się na koncercie podczas show Jarka Śmietany: fenomenalny saksofonista Maciej Sikała, żartobliwie zwany przez kolegów dzięki swemu podejściu do gry i niezwykłemu dostojeństwu (w dobrym tego słowa znaczeniu): ''Katedrą''. W zapowiedziach podczas koncertów Śmietany w rodzaju: ''najlepszy polski saksofonista'', doprawdy trudno doszukać się fałszywej kurtuazji. Poziom jaki reprezentuje Sikała to nieosiągalna dla wielu bardziej może znanych saksofonistów, przysłowiowa ''góra lodowa''.


Wielką niespodzianką festiwalu był nowy projekt Sławka Jaskułke: ''Re:Perkusje'', w którym dzięki ciekawemu ''pionierskiemu'' instrumentarium (fortepian, kontrabas i dwa bogate zestawy perkusyjne), udało się uzyskać niezwykły efekt rytmiczny.


Na scenie wykonawcy zmieniali się jak w kalejdoskopie, często niejednokrotnie bisując, a podczas koniecznych lecz (dzięki wspaniałej organizacji logistycznej) krótkich przerw między poszczególnymi koncertami, publiczność miała okazję skorzystać z bufetu, bądź udać się do naszego wspaniale zaopatrzonego stoiska i nabyć płyty Artystów uczestniczących w festiwalu oraz pamiątkowe koszulki ''16 Jazz w lesie''. Wiele osób przybyło na koncerty w t-shirtach z poprzednich edycji festiwalu, gdyż ''koszulkowa tradycja'' imprezy sięga kilku lat wstecz.
Ostatnim wykonawcą pierwszego dnia Muzycznego Święta w Sulęczynie był kwartet perkusisty: Zbigniewa Lewandowskiego, który oprócz lidera tworzą: Bogdan Hołownia (fortepian),  Adam Skrzypek (kontrabas) oraz wokalistka, która okazała się być gwiazdą tego wieczoru: Sibel Kose. Ta wspaniała turecka Artystka obdarzona mocnym głosem, zdobywczyni Pierwszej Nagrody  na ''Międzynarodowym Festiwalu Wokalistów Jazzowych 1992'' w Zamościu, zdaje się być spadkobierczynią tradycji wokalistyki jazzowej powstałej dzięki tak wybitnym nazwiskom jak choćby Sara Vaughan czy Cleo Line.

Po bisach sprowokowanych owacjami zachwyconej publiczności -pierwszy koncert festiwalowy dobiegł końca.
Nie był to jednak koniec atrakcji, w jakich dane mi było uczestniczyć tej nocy. Tradycją Festiwalu w Sulęczynie są odbywające się w restauracji ''Leśnego Dworu'' jam sessions. Z podziwem słuchałem niezmordowanego Przemka Dyakowskiego, który podczas koncertów festiwalowych pełnił rolę wspaniałego konferansjera z wielką, właściwą sobie dozą humoru. Był środek nocy a ten starszy Pan wygrywał niezwykłe solówki na saksofonie w towarzystwie co chwila zmieniających się Muzyków. Wytrwale towarzyszyli mu ''Macek'' Mackiewicz na kontrabasie i wspaniały (wspomniany już): Maciej ''Katedra'' Sikała. Dochodziła 3:30, kiedy Pan Przemek odezwał się w stronę siedzących: ''No chodźcie Muzycy, sam nie będę grał''. Nie musiał długo czekać na chętnych, już po chwili mała scenka restauracyjna zapełniła się jazzmanami.


Przyznam się, iż nie wiem o której zakończyło się jam session, gdyż najzwyczajniej w świecie poczułem na skutek wielu wrażeń zmęczenie spotęgowane na dodatek pięciogodzinną podróżą samochodem i udałem się do swego pokoju, a przecież następnego dnia czekały mnie kolejne atrakcje!

30.07.2011

Drugiego dnia festiwalu w ciągu dnia odbył się w Sulęczynie muzyczny happening pod hasłem: ''Jazz dla dzieci''. We wspaniałej atmosferze przedstawiano najmłodszym poszczególne instrumenty, oraz ich możliwości. Nie obyło się też bez konkursów i losowania upominków.


Na scenie ''Leśnego Dworu'' z kolei, odbywały się próby przed wieczornymi koncertami. Najważniejszym i najbardziej oczekiwanym wydarzeniem festiwalu był, mający odbyć się wieczorem show zatytułowany: ''Jarek Śmietana Birthday Concert''. Okrągłe urodziny Jarka świętowaliśmy już następnego dnia po właściwej ich dacie: 1 kwietnia podczas koncertu w podpoznańskiej Mosinie (czytaj tu), natomiast oficjalny urodzinowy koncert zaplanowano dopiero 4 miesiące później w Sulęczynie. Z tej okazji przybyli na miejsce Artyści związani muzycznie z Mistrzem, jacy mieli pojawić się wyjątkowo tego jednego dnia na jednej scenie.
Podczas próby miałem przyjemność towarzyszyć Artystom oraz po raz pierwszy wysłuchać Jarka Śmietany grającego z prawdziwym big bandem. Kolejnym projektem Gitarzysty bowiem ma być płyta wypełniona nowymi utworami opracowanymi na orkiestrę jazzową, a część wieczornego koncertu poświęcona była przedpremierowemu, przygotowywanemu dopiero repertuarowi. W czasie próby byłem też świadkiem prezentacji nowego utworu Z-Star, który zaśpiewała solo akompaniując sobie na ...perkusji. Wypadło to znakomicie i wspólnie ustalono, iż popis perkusyjno -wokalny Zee znajdzie się w jej secie podczas wieczornej gali. Jak dowiedziałem się następnego dnia od J.Śmietany: Muzyk nie miał pojęcia o tym że ta charyzmatyczna śpiewająca gitarzystka i kompozytorka potrafi tak znakomicie grać na perkusji. Przychylni jej perkusyjnemu solo byli też ''śmietankowi'' perkusiści: Adam Czerwiński i przybyły do Polski specjalnie na ten koncert Peter Weiss.

Obecność na próbie wszystkich Wielkich Muzyków jacy mieli pojawić się wieczorem podczas show sprawiła, iż nie mogłem doczekać się właściwej pory rozpoczęcia drugiego dnia festiwalu.
W pierwszej części koncertu wystąpił doskonały Special Jazz Sextet założony w 2007 roku w Elblągu, którego świetna płyta, zatytułowana: ''Projekt Elbląg'' (2011)  miała podczas festiwalu swoją premierę. Na płycie zespołu pod wodzą: Bartka Krzywdy zagrali gościnnie: Jerry Goodman oraz obecni na festiwalu Przemek Dyakowski i Jarek Śmietana (a jakże :-) ). Z dumą dodam też, iż patronat nad albumem: ''Projekt Elbląg'' objęło RadioJAZZ.FM, którego logo znajduje się na okładce. Dziękuję też ... ''Mackowi'' Mackiewiczowi (kontrabasiście zespołu), który podczas codziennych naszych rozmów przybliżył mi genezę powstania płyty, okładki i całego projektu oraz poznał mnie z Bartkiem Krzywdą -liderem bandu.


W czasie koncertu na scenie pojawił się ponownie w roli muzyka, prowadzący festiwal Przemek Dyakowski, uświetniając doskonały występ zespołu.
Kiedy kilka dni przed festiwalem zadzwonił do mnie Jarek Śmietana rozpoczynając rozmowę zdaniem: ''Godzina: zero się zbliża''. Podczas przerwy po koncercie Special Jazz Sextet, zdałem sobie sprawę z faktu, iż ta ''godzina: zero'' właśnie wybija :-) .
Jeszcze zanim Mistrz Śmietana wydał z gitary pierwszy dźwięk, publiczność zaintonowała (nie po raz ostatni tej nocy) tradycyjne: ''Sto lat!'', którego echo dotarło chyba dzięki dziesiątkom jezior i lasów kaszubskich do każdego zakątka tej przepięknej krainy.
To nie był po prostu:koncert. Był to niezwykły kilkugodzinny show, podczas którego na scenie działy się rzeczy doprawdy niezwykłe.
Artyści pojawiali się na scenie w kilkunastominutowych setach (plus bisy), a każdego z nich zapowiadał i przedstawiał Dostojny Jubilat. Jako pierwszy pojawił się na scenie najmłodszy stażem w ''śmietankowej muzycznej rodzinie'': autralijczyk Bill Neal, wykonując m.in. utwory z najnowszego albumu: ''I Love The Blues'' (2011), oraz standard The Animals: ''Don't Bring Me Down'', którego refren chóralnie był odśpiewywany wraz z publicznością.
Po bisach Billa, Jarek Śmietana zapowiedział Macieja Sikałę, którego występ poprzedniego dnia wraz z Kuba Stankiewicz Quartet szczególnie zapadł mi w pamięci. I tym razem ''Katedra'' wypadł doskonale, tworząc wraz z Mistrzem niezwykłe duety gitarowo -saksofonowe.
Na scenie za perkusją zasiadał Adam Czerwiński, jednak zasłużywszy sobie na przerwę ustąpił miejsca kolejnemu współpracownikowi Śmietany jaki pojawił się w roli następnego urodzinowego gościa: Peterowi Weissowi.
Szczególnie i z wielkim pietyzmem, Śmietana przedstawił grającego z Nim od lat, wspaniałego Muzyka i wielkiego przyjaciela: Wojtka Karolaka.
Wśród Muzyków grających na scenie wyróżnił też szczególnie, współpracującego z Nim zaledwie od roku lecz biorcego udział w niemal każdych projektach ostatnich miesięcy: basistę Marcina Lamcha.
Gdy na scenie pojawiła się ekscentryczna Z-Star, nastrój nocnego urodzinowego święta nabrał zdecydowanie rockowego charakteru. Po raz kolejny byłem świadkiem ''euforii'', w jaką potrafi wprowadzić publiczność ta egzotyczna, pełna temperamentu dziewczyna. Po raz kolejny też wysłuchałem doskonałej wersji: ''Third Stone From The Sun'' z repertuaru Jimi Hendrixa -utworu, który poprzez świetną interpretację Śmietany i Z-Star nabiera szczególnego wymiaru. Zee sprowokowała też publiczność do odśpiewania Jarkowi: ''Happy Birthday''.
Ostatnią gwiazdą ,,Jarek Śmietana Birthday Concert'' była Karen Edwards. Mając w pamięci ostatnią mini trasę koncertową: ,,Karen Edwards & Jarek Śmietana Trio'' (Piła, Bydgoszcz, Poznań -czytaj tu), podczas której miałem zaszczyt towarzyszyć Artystom, trochę się rozczarowałem Jej występem. Brak prawdziwego fortepianu, zastąpionego przez skromne keyboardy oraz specyfika festiwalowa, sprawiły iż doszedłem do wniosku że Karen najlepiej brzmi jednak w bardziej kameralnych warunkach. Na koniec koncertu jednak, publiczność została porwana świetną interpretacją ''Purple Rain'' (z repertuaru Prince'a), którą pamiętam z poprzednich występów. W kaszubskim lesie utwór ten zabrzmiał wspaniale.
Na scenie zrobiło się dość ciasno, gdy podczas finału wszyscy Artyści pojawili się razem by wspólnie wykonać: ''I'm Crying''. Prawdziwym jednak zakończeniem nocnego koncertu urodzinowego naszego Mistrza było beatlesowskie: ''Hey Jude'', które śpiewane było jeszcze przez opuszczającą już teren ''Leśnego Dworu'' publiczność.


Po koncercie: niekończące się rozmowy i oczywiście jam session, na którym tym razem rej wodził Adam Czerwiński przy perkusji.
Przysłuchując się w towarzystwie Karen, Zee i Billa jamowaniu Adama Czerwińskiego z wspaniałymi jazzmanami -zdałem sobie sprawę z tego, iż takie chwile zdarzają się niezwykle rzadko i są to chwile, podczas których chciałoby się zatrzymać czas.

Kolejnego dnia (w niedzielę), z kimkolwiek kogo spotkałem w hotelowym parku, po prostu się żegnałem, gdyż czekała mnie kilkugodzinna podróż. Na szczęście, z niektórymi z nich -tylko na 4 tygodnie, bowiem Jarka Śmietanę, Wojtka Karolaka, Adama Czerwińskiego, Macieja Sikałę i Marcina Lamcha zobaczę i usłyszę ponownie 27 i 28 sierpnia w Gnieźnie i Poznaniu. Będzie to kolejna muzyczna śmietankowa przygoda.
Tymczasem pozostają niezapomniane wrażenia, wspomnienia, zdjęcia i płyty jakie przywiozłem z festiwalu.
Oto kilka z nich:


PRIVATE COLLECTION

 JAREK ŚMIETANA: Autumn Suite /CD 2006/
Part I ''Birth''; Part II ''Okapi''; Part III ''Children''; Part IV ''Dance''; Part V ''Message to Prez''; My Love and Inspiration

Piękna, kompaktowa edycja płyty omawianej przeze mnie niedawno w tym miejscu w formie płyty winylowej.
O ile winyl jaki ukazał się trzy lata po płycie CD (2009),(choć wydany bardzo starannie) wytłoczony został na paskudnym tworzywie pozbawiającym piękną suitę Śmietany pełnej głębi brzmienia -to edycja kompaktowa jest wręcz wzorem, zarówno pod względem edycji jak i jakości dźwięku (krążek pokryty został ponadto warstwą 24 -karatowego złota).
Wspaniały projekt! Pięcioczęściowa suita napisana i zaaranżowana przez Genialnego JARKA ŚMIETANĘ. Do nagrania Mistrz zaprosił, tradycyjnie już: muzyków z najwyższej półki: Eddie Henderson (trąbka), Nigel Kennedy (skrzypce), David Liebman (saksofon), Piotr Wyleżoł (fortepian), Ed Schuller (kontrabas) i wspaniały Adam Czerwiński (perkusja). Tym co wyróżnia to przedsięwzięcie jest udział w nagraniu ,,Jesiennej Suity'' Chamber Orchestra Of Galicja pod dyrekcją wyśmienitego Krzesimira Dębskiego, któremu Śmietana powierzył orkiestrację. W dwóch utworach z płyty kompozycyjnie wsparł Śmietanę: W.Sendecki. Powstało dzieło na skalę światową, któremu zdecydowanie należy się godne miejsce wśród wielkich utworów XXI wieku zarówno w kategorii jazzu jak i szeroko pojętej instrumentalnej muzyki klasycyzującej.
Całość rozpoczyna przecudna część pierwsza: ,,Birth'', w której dosłownie rzuca na kolana brzmienie orkiestry i niezwykle radosna linia melodyczna, ukazująca jesień jako porę radosną, mieniącą się wieloma barwami. Śmietana niczym malarz, przekazuje nam swoją wizję jesieni nie upstrzonej tandetną kolorystyką, lecz ukazaną kolorami pięknymi, subtelnymi, pełnymi głębi...
Druga część suity: ,,Okapi'' -to już typowo jazzowa kompozycja będąca w moim odczuciu ukłonem w stronę stojącego za pulpitem K.Dębskiego, gdyż zarówno aranżacja całości jak i partia skrzypiec N.Kennedy'ego kojarzy się z charakterystyczną manierą wielkiego polskiego skrzypka jazzowego i kompozytora. Soczyste partie ,,śmietankowej'' gitary natomiast brzmią na tle orkiestry w finale tej części doskonale.
Część III to: ,,Children'' ozdobiona wspaniałymi partiami raz: ,,przytłumionej'', innym razem brzmiącej ,,soczyście'' trąbki E.Hendersona i przede wszystkim rozbudowanym solem tej Jedynej na Świecie Gitary i nie myślę tu o rodzaju instrumentu, lecz charakterystycznej ,,duszy'', którą słychać z sześciu strun. Tylko jeden Muzyk TAK gra! Spokojny, senny utwór kończy się ,,davisowskimi'' wzdychaniami trąbki.
,,Dance'' to utwór o skocznej (jakby osadzonej w tradycji słowiańskiej muzyki ludowej) rytmice, oparty na partii skrzypiec, w którym ozdobą jest bardzo rozbudowana solówka gitary brzmiąca naprawdę niezwykle na tle orkiestry. Poza tym jest tu wszystko: partia skrzypiec, solo na saksofonie sopranowym (Liebman), partia całej sekcji smyczkowej... i to wszystko zawarte jest w zadwie 5 i pół minutowym utworze (najkrótszej części suity).
Na koniec dajemy się porwać nostalgii i słuchamy przecudnej kompozycji Genialnego Kompozytora: ,,My Love And Inspiration'' gdzie Śmietana czaruje nas brzmieniami instrumentu akustycznego. Słuchałem tej kompozycji w innym opracowaniu, lecz zdecydowanie wersję z ,,Autumn Suite'' uważam za wzorcową. Pojawia się tu również wspaniałe solo fortepianowe (Wyleżoł) i ,,nucona'' partia kontrabasu (Schuller). Perła! Cały album natomiast to naszyjnik z pereł.
Dopiero teraz cieszyć się mogę pełnią brzmienia zawartej tu Muzyki, a w przypadku tej płyty jest to wyjątkowo ważne.

  JAREK ŚMIETANA & WOJTEK KAROLAK: Revolution /CD 2008 (2005-2008)/
Revolution; Sup'em Funky; Variation on J.L.; Sambia; Dupree; I've got a Chicken; Eleanor Rigby; You were my music Brother; Mount Pleasent; Don't give me the Road; Lolito; Set Us Free; Sleepy Eva's Waltz; A Story of Polish Jazz (English Version)

''Revolution'' to płyta wydana po śmierci Steve Logana (2007) -basisty i wokalisty współpracującego z Jarkiem Śmietana m.in. podczas sesji ''A Story of Polish Jazz'' i ''What's Going On''. Panowie mieli ongiś plany związane z nagraniem całej płyty z utworami The Beatles, które ostatecznie nie zostały zrealizowane, lecz pojedyncze utwory jak: ''Within' You Without You'', ''I Want You'' czy zamieszczone na tym albumie ''Eleanor Rigby'' i tytułowy ''Revolution'' wydano na różnych krążkach, a ostatni z wymienionych rozpoczyna płytę.
Cenię sobie Steve Logana jako basistę, podoba mi się też szalenie jego rap w anglojęzycznej wersji: ''A Story of Polish Jazz'', natomiast jeśli chodzi o jego przesadnie niski wokal w takich utworach jak własnie: ''Revolution'' -to niestety wypada on dość kiepsko, bez wyrazu i intonacji. Cóż, na każdej płycie znajdziemy słabsze momenty. Dla mnie takim jest właśnie otwierający płytę utwór.
Po nim słyszymy króciutką miniaturkę będącą solowym popisem Logana na gitarze basowej... i tego słucha się zdecydowanie lepiej!
Trzeci utwór to ''Variation on J.L.'' z udziałem wspaniale brzmiącego Piotra Kudyka (trąbka) i Piotra Wyleżoła (piano).
''Sambia'' to przyjemny relaksujący kawałek ozdobiony samplami spreparowanymi najprawdopodobniej z rozmów podczas prób. Doskonale brzmi tu ''śmietankowa'' gitara -w  taki sposób do jakiego najbardziej jestem przyzwyczajony i jaki najbardziej lubię :-) .
Kolejna ''loganowa'' miniaturka basowa to impresja ''Dupree'' stanowiąca następny po ''Sup'em Funky'' przerywnik na płycie.
Wokal Logana słyszymy w następującym po niej: ''I've got a Chicken''. Tutaj jego maniera wokalna mniej drażni być może ze względu na żartobliwy, wyśpiewywany tekst. Poza tym jest tu dużo gitary Śmietany i wspaniałych hammondów Wojtka Karolaka.
Kolejny beatlesowski akcent na płycie to ''Eleanor Rigby'' nagrany ponownie jako solowy utwór Logana na basie. Gdy pierwszy raz słuchałem tej wersji, muszę przyznać iż pamiętając wyśmienitą wersję: ''Within' You Without You'' Beatlesów z płyty ''A Story of Polish Jazz'' (2004), poczułem się trochę rozczarowany tak ''powierzchownym'' potraktowaniem tej wspaniałej kompozycji Lennona i McCartneya w tym zbiorze.
Perełką jest napisany przez Jarka Śmietanę dla Steve Logana: ''You were my music Brother''. Tu jest wszystko! Fajna ''przyśpiewująca'' gitara, świetne solo Karolaka a do tego bardzo dobry tekst zaśpiewany z pomysłowo brzmiącym pogłosem. Trochę denerwować mogą może scratche ozdabiające ten utwór, co nie zmienia faktu, iż ''You were my music Brother'' to wspaniały kawałek, który śmiało umieścić mogę pośród moich ulubionych ''śmietankowych'' nagrań.
Po kolejnej basowej miniaturce, słuchamy ciekawego bluesa: ''Don't give me the Road'' z wokalem Logana, kapitalną solówką Mistrza, improwizacjami Karolaka i perkusją Adama Czerwińskiego, którego słuchamy w trzech utworach na albumie (w pozostałych gra Krzysztof Dziedzic).
Po ostatnim z basowych przerywników, dźwiękami jedynych w swoim rodzaju organów rozpoczyna się następny rodzynek na płycie: instrumentalny ''Set Us Free''. Cieszę się dziś, iż okres ''zabawy w scratche'' już minął na ''śmietankowych'' płytach, gdyż jeśli coś ''nie pasuje'' mi w tym napisanym przez L.McCanna utworze to właśnie ich natrętne nadużywanie. 
Na płycie Jarka Śmietany nagranej z Wojtkiem Karolakiem nie mogło zabraknąć kompozycji Pana Wojtka, który jak zwykle stanął na wysokości zadania przeznaczając na album ''Revolution'' przepiękną kompozycję: ''Sleepy Eva's Waltz''.
Ten trochę nierówny album kończy angielska wersja: ''A Story of Polish Jazz'' doskonale rapowana przez Logana. Utwór ten został już umieszczony na wcześniejszej płycie Śmietany jako bonus track. Tu na albumie dedykowanym ''Muzycznemu Bratu'' Mistrza funkcjonuje jako pełnoprawny utwór. Z opisu na okładce dowiadujemy się też, iż anonimowy przy okazji wcześniejszej publikacji tego nagrania damski rapujący głos należy do Karen Edwards!
Napisałem, iż to trochę ''nierówna'' płyta; nagrania powstały na przestrzeni trzech lat w dwóch różnych studiach nagraniowych i różnych składach, dlatego płyta ma dla mnie raczej charakter składankowy, pomimo iż zawiera w zdecydowanej większości premierowe nagrania. Niemniej jest to bardzo udany album, tradycyjnie już bardzo starannie wydany i doskonale brzmiący.

 JASKUŁKE & WYLEŻOŁ: Duo Dram /CD 2011 (2010)/
Kind Folk; My Way; Piece For Wietek; Preludiosum G; Prelude Op.0; Movement I

Piękna płyta! Nagrany ''na żywo'' recital fortepianowy wspaniałego duetu pianistów młodego pokolenia: Sławka Jaskułke i Piotra Wyleżoła podczas ubiegłorocznego festiwalu ''Jazz Gdyni Festival''. Album przynosi trzy kompozycje Jaskułke, dwie Wyleżoła, oraz otwierającą płytę -niezwykłą i podniosłą interpretację: ''Kind Folk'' -K.Wheelera. Od pierwszych dźwięków dobywanych z dwóch fortepianów ''Steinway & Sons'' zostajemy wchłonięci przez rozległe pejzaże muzyczne malowane klawiszami obu Panów. Zarówno S.Jaskułke jak i P.Wyleżoł to pianiści mający za sobą wiele najróżniejszych dokonań oraz uczestnictwo w wielu muzycznych projektach Największych Muzyków. Na płycie ''Duo Dram'' mamy niesłychaną (sic!) okazję odkrycia tego co powstało na skutek fuzji tych dwóch wielkich osobowości.
Od ''pływającego'', przenoszącego nas w świat fantazji wspomnianego ''Kind Folk'', płynnie przechodzącego w doskonałą, rytmiczną i pełną dynamiki kompozycję Sławka Jaskułke: ''My Way'', poprzez ''Preludiosum G'' inspirowane twórczością Fryderyka Chopina, aż do kończącego album 12-minutowego ''Movement I'' znajdujemy się we wspaniałym świecie Wielkiej Muzyki. Trudno uwierzyć, iż tak młodzi Artyści osiągnęli już tak dużo i odkryli obszary muzyki fortepianowej, niedostępne innym, zarówno pod względem wykonawczym jak i kompozycyjnym.
To zdecydowanie jedna z najlepszych płyt fortepianowych w dziedzinie jazzu, choć określenie: ''jazz'' w stosunku do tego albumu wydaje się być zdecydowanie mało reprezentatywne, Pianiści bowiem poruszają w swych utworach najróżniejsze obszary muzyczne, a jazz wydaje się być w tym przypadku tylko punktem wyjściowym i pretekstem do poruszania tak odległych wydawałoby się rejonów, jak muzyka klasyczna, czy ...rock (czyż akordy w ''My Way'' nie byłyby świetnym riffem gitarowym?).
Przypomina mi się zdanie jakie padło niedawno podczas mojej rozmowy z pewnym Wielkim Muzykiem i Kompozytorem: ''Mamy w Polsce poza Możdżerem lansowanym dziś w mediach naprawdę bardzo wielu dorównujących mu a może nawet wyprzedzających go pianistów, tylko ich wizerunki nie zdobią okładek kolorowych czasopism''. I teraz sam nie wiem: czy życzyć Sławkowi i Piotrowi Wyleżoł, sukcesu komercyjnego jaki osiągnął ich kolega... Osobiście wolałbym aby podążali tą drogą, którą podążają i nie ulegali pokusom, jakimi niewątpliwie są: sława i pieniądze.


 SPECIAL JAZZ SEXTET: Projekt Elbląg /CD 2011 (2010)/
Maciek; Obierek; Prusacy; Idzie Szwed; Stary Kapeć; Serce na talerzu; Klamerka; Szymek

Utworzona przez Bartka Krzywdę grupa w ciągu 9 lat istnienia przechodziła niejedną metamorfozę i kilkakrotnie zmieniała nazwę. Grali funk, rocka... by ostatecznie skoncentrować się na muzyce jazzowej, czego efetem jest doskonała płyta ''Projekt Elbląg''.
''Trzon'' sekstetu to; Bartek (klawisze), Szymon Zuehlke (sax), oraz Artur ''Żółwik'' Olewniczak i Marcin Gawdziś (trąbki). Nową sekcję rytmiczną zespołu tworzą: Janusz ''Macek'' Mackiewicz (kontrabas) i Grzegorz Sycz (perkusja).
W pięciu spośród ośmiu nagrań na saksofonie sopranowym gra Wybitna Legenda tego instrumentu: Przemek Dyakowski nadający płycie, jak to określa sam Bartek Krzywda (autor wszystkich kompozycji): ''świeży oddech''. Dyakowski to nie jedyna ''gwiazda'', jaką udało się pozyskać do składu; w programie albumu znajdziemy też nagrania z gościnnym udziałem: samego Jarka Śmietany oraz Jerry Goodmana. Szczególnie przypadł mi do gustu utwór nagrany z Goodmanem: ''Serce na talerzu'', gdzie z prostej i ''wpadającej w ucho'' kompozycji, muzycy Special Jazz Sextet stworzyli rozbudowany brzmieniowo (choć ''skondensowany'' zaledwie w 6 minutach) utwór, w którym znalazło się nawet miejsce dla wspaniale brzmiącej solowej impresji skrzypcowej  Goodmana.
''Projekt Elbląg'' to niezwykle urozmaicona płyta, lecz jednocześnie bardzo równa. Każda spośród kompozycji lidera zespołu stanowi jakby odrębną muzyczną opowieść, żyjącą własnym niezależnym od reszty utworów życiem. Dzięki temu płytę można odbierać jako całość, oraz jako zbiór poszczególnych utworów do wysłuchania w dowolnej konfiguracji.
Na szczególną uwagę zasługuje piękna i klimatyczna okładka, oraz staranna edycja albumu, choć nie pozbawiona błędów (z opisu wynika, iż Goodman gra w utworze nr 10).
Zdjęcia tej samej elbląskiej ulicy o różnych porach dnia, oraz fotografie Muzyków umieszczone wewnątrz są autorstwa wieloletniego przyjaciela zespołu: Konrada Kosacza.
Polecam gorąco!

zdjęcia oraz skany: R.R.

czwartek, 04 sierpnia 2011, longplay_2010

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Tadeusz Majewski, *.dynamic.chello.pl
2011/08/08 21:44:35
Cociaż pogoda była nie najlepsza,miło wspominam i polecam za rok !

NOWY ADRES

Od 1 marca wszystkie nowe wpisy
publikowane są pod adresem:

longplay1.blogspot.com