Blog > Komentarze do wpisu

Made In Chicago: Lee Konitz, 17.11.2014

Już dziś wiadomo, iż data: 17 listopada 2014 roku zapisała się grubą czcionką w jazzowym kalendarium. Tego bowiem dnia w ramach inauguracji IX Festiwalu Jazzowego Made In Chicago w poznańskiej Scenie na Piętrze wystąpił legendarny saksofonista Lee Konitz. Po raz pierwszy muzyk dał się namówić na występ z materiałem jaki dziś uważany jest za rodzaj kamienia węgielnego nurtu nazwanego później cool jazzem. Mowa tu oczywiście o albumie złożonym z nagrań trzech nonetów Milesa Davisa zarejestrowanych w latach 1949-1950, jaki ukazał się w roku 1957 pod wszystko mówiącym tytułem: ''Birth Of The Cool'', w którego nagraniu brał udział Lee Konitz. Wówczas nagrania te zostały opublikowane na płycie przez Capitol dopiero po kilku latach od rejestracji, a i tak zdawały się wyprzedzać epokę. Ukształtowany w latach 50-tych nurt cool jazzu, agresywności bebopu dodał wyciszonego brzmienia i bardziej stonowanych aranżacji. Nagrania jakie wypełniły album ''Birth Of The Cool'' stały się z upływem lat rodzajem wyznacznika i wzorcem, a dziś po latach stanowią encyklopedyczną esensję cool jazzu i pozycję obowiązkową dla każdego miłośnika muzyki jazzowej.
87-letni dziś saksofonista Lee Konitz jest ostatnim aktywnym muzycznie artystą, jaki brał udział w tych historycznych sesjach, dlatego koncert z jego udziałem jaki odbył się 17 listopada pod hasłem ''Tribute To Birth Of The Cool – 65 Lat Później” był wydarzeniem absolutnie bez precedensu na kartach historii jazzu.
W roku 2008 z inicjatywy kontrabasisty Patryka Piłasiewicza powstała w Poznaniu orkiestra jazzowa nazwana Tribute To Birth Of The Cool,  kultywująca dzieło legendarnego składu Davisa. Zespół koncertując na rozmaitych scenach spotykał się każdorazowo z ogromnym zainteresowaniem zdobywając nagrody na czołowych konkursach bigbandowych w Polsce. Doprowadzenie do wspólnego koncertu z chicagowskim nestorem saksofonu, a zarazem współtwórcą cool jazzu - Lee Konitzem, to bodaj największe wydarzenie w kronice zespołu.
Całą pierwszą część wieczoru inaugurującego tegoroczny Festiwal Made In Chicago wypełnił materiał z albumu ''Birth Of The Cool''. Muzycy orkiestry Tribute To Birth Of The Cool, w której składzie znaleźli się m.in.: Maciej Fortuna (trąbka), Maciej ''Kocin'' Kociński (saksofon) i Krzysztof Dys (fortepian), opanowali do perfekcji Muzykę Mistrzów, wykonując swoje partie mimo swobody i naturalności z pewnym dostrzegalnym napięciem. Spowodowane to było obecnością za kulisami samego Mistrza, jaki wszedł na scenę po kilku pierwszych utworach by pozostać na niej już do końca koncertu.

Patrząc na zmierzającego powolnym krokiem ku środkowi sceny starszemu panu w okularach nie byliśmy w stanie jeszcze dostrzec tego co dostrzegliśmy w tej postaci kilka chwil później. Kiedy Lee Konitz chwycił za saksofon i zagrał podczas kolejnego utworu swoją partię, zdawało się iż cofnęliśmy się w czasie do lat 50-tych ub. wieku. To był ten dźwięk - to było to brzmienie saksofonu, jakie znamy z historycznych nagrań składów Milesa Davisa! Zdawać by się mogło iż młodzi muzycy tworzący orkiestrę Tribute To Birth Of The Cool, okażą napięcie i rodzaj tremy związanej z występem z Mistrzem. Tymczasem - nic podobnego; Lee Konitz wprowadził atmosferę wyjątkowej swobody i luzu jaka udzieliła się wszystkim dziewięciu artystom zgromadzonym na scenie.
Doskonale zaprezentował się Maciej Fortuna, na którego barkach spoczywało wyjątkowo trudne zadanie zmierzenia się z partiami jakie przed wielu laty z legendarnym saksofonistą grał Miles Davis. Na twarzy Macieja dostrzec można było zrozumiałe wzruszenie, tym bardziej, iż Konitz kilkakrotnie podczas koncertu zachwalał jego grę.
Czas mijał niepostrzeżenie, a ze sceny płynęły do nas kolejne historyczne kompozycje, pełne w tych interpretacjach wyjątkowej magii i ponadczasowości: ''Boplicity'', ''Moon Dreams'', ''Rocker'', wreszcie słynny temat ''Move'' jaki otwierał płytę sprzed 57 lat, a tego dnia kończący pierwszą część koncertu.
Przerwa minęła błyskawicznie; na sali i w hallu słychać było nasycone zachwytem rozmowy i entuzjastyczne wrażenia jakimi świadkowie tego niecodziennego wydarzenia dzielili się między sobą. Czekała nas jeszcze druga część koncertu, podczas której wysłuchać mieliśmy programu przygotowanego przez własny kwartet Konitza.
Kwartet to wyjątkowy, tworzony bowiem przez muzyków wywodzących się z różnych pokoleń, a dosłownym potwierdzeniem tego jest fakt, iż perkusista składu: George Schuller jest synem waltornisty Gunthera Schullera, jaki wraz z Lee Konitzem brał udział w sesjach ''Birth Of The Cool'' (przy okazji: starszy brat George'a to z kolei znany basista Ed Schuller). resztę składu stanowili: urodzony we Francji pianista Dan Tepfer, oraz kontrabasista Jeremy Stratton.
Na kategoryczne żądanie Lee Konitza zniknęły ze sceny statywy do nut. Muzyk robił wrażenie niemal oburzonego faktem, iż ktokolwiek mógłby sądzić iż zagra ''z kartki'' - ten koncert miał okazać się wyjątkowo spontanicznym. Jak okazało się po chwili, artyści nie ustalili nawet między sobą repertuaru występu, spontanicznie układając program na bieżąco. Między poszczególnymi utworami dochodziło nawet do przekomarzań między pianistą a Konitzem, kiedy Tepfer grał kilka akordów chcąc by Saksofonista odgadł tytułu danego utworu, a następnie do niego dołączył.

Przez cały koncert towarzyszyła nam niewyobrażalna atmosfera, mogąca wywoływać skojarzenia z spontanicznym jam session w klubie jazzowym, a jednocześnie świadomość obcowania z doprawdy doskonałymi muzykami jacy wspólnie potrafią wyczarować magię właściwą najwybitniejszym skladom jazzowym. Telepatia i panująca na scenie chemia towarzyszyły nam podczas takich utworów jak m.in. standard Irvinga Berlina: "How Deep is the Ocean" z 1932 roku, czy "Round About Midnight" Theloniousa Monka z 1944 roku.
87-letni muzyk ku zgrozie realizatorów dźwięku zdawał się nic sobie nie robić ze sposobu rozmieszczenia mikrofonów, wędrując po całej scenie, a w drugiej części recitalu zdawał się chętniej przyśpiewywać niż grać na saksofonie, jednak wszyscy mimo to byliśmy bezkrytycznie oczarowani magią jaką udało się wskrzesić podczas tego wyjątkowego koncertu.

Po tak długim dwuczęściowym jazzowym spektaklu bijąc brawo, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, iż na bis czeka nas jeszcze wyjątkowa niespodzianka. Na scenie ponownie pojawili się muzycy Tribute To Birth Of The Cool, by wraz z mistrzem ceremonii i bohaterem wieczoru zagrać fragment jego suity.
Ten wieczór na zawsze pozostanie w pamięci mających to niewątpliwe szczęście znaleźć się na wyprzedanym do ostatniego miejsca koncercie, ale także polskich muzyków orkiestry Patryka Piłasiewicza, który podczas konferencji prasowej poprzedzającej ten koncert (22.10.2014) powiedział m.in. takie słowa:

''Myślę że tak mogliby się czuć nowojorscy filharmonicy, gdyby grali VI Symfonię Czajkowskiego i zobaczyliby, że Czajkowski wchodzi na salę, siada i mówi: bardzo dobrze, może skrzypce trochę ciszej".

Bezcenne wrażenia, niezwykłe przeżycie.

Made In Chicago 2014: ''Tribute To Birth Of The Cool – 65 Lat Później'', 17.11.2014 Poznań - Scena Na Piętrze

muzycy:

Tribute To Birth Of The Cool – 65 Lat Później
Maciej Fortuna – trąbka
Maciej “Kocin” Kociński, Robert "Boris" Błoszyk - saksofony
Peter Banyś - puzon
Piotr Rulewicz - tuba
Alicja Fortuna – waltornia
Krzysztof Dys - fortepian
Patryk Piłasiewicz – kontrabas
Andrzej Konieczny - perkusja
oraz:
Lee Konitz - saksofon
Dan Tepfer - fortepian

Lee Konitz Quartet
Lee Konitz - saksofon
Dan Tepfer - fortepian
Jeremy Stratton - kontrabas
George Schuller – perkusja

Dwuczęściowy koncert jaki odbył się 17 listopada zainaugurował IX Festiwal Jazzowy Made In Chicago. Przed nami jeszcze sześć (!) koncertów, jakie odbędą się w ten weekend (21-23.11.2014). W piątek (21.11) wystąpi kwartet Fitted Shards w składzie: Greg Ward -saksofon, Rob Clearfield - instr.klawiszowe, Jeff Greene - kontrabas i Quin Kirchner – perkusja. Natomiast w Pawilonie Nowa Gazownia tego samego dnia skład Proyecto Libre: Edward Wilkerson - saksofon, James Sanders - skrzypce, Harrison Bankhead -wiolonczela, Joshua Abrams - kontrabas, oraz Avreaayl Ra i Jean Christophe-LeRoy - instr. perkusyjne. W sobotę (22.11) z kolei zarówno Ed Wilkerson jak i Avreayl Ra, ale także Larry Gray przy kontrabasie zagrają koncert w Scenie na Piętrze, firmowany jako Gray Wilkerson Ra Trio, a drugi sobotni koncert festiwalowy tego dnia to Marquis Hill Blacktet czyli trębacz Marquis Hill i jego sekstet w premierowym programie. W składzie sekstetu pojawi się m.in. perkusista Mackaya McCraven, jakiego tak niedawno słuchaliśmy na płycie pochodzącego z Nowej Soli a mieszkającego od lat w Chicago Luke'a Malewicza (''Green Ruins'', 2014). No i niedziela (23.11) -ostatni dzień festiwalu. Koncert pierwszy: Our Roots - Nasze korzenie. Kwintet saksofonisty Geoffa Bradfielda, w którego składzie pojawi się również wspomniany Mackaya McCraven, ale także kontrabasista Clark Sommers. Geof Bradfield i Clark Sommers współpracują z sobą w wielu rozlicznych projektach, że wspomnę choćby omawiane na tym portalu ich dwie ostatnie wspólne płyty wydane w roku ubiegłym:  płyta w trio z perkusistą Daną Hall (''Clark Sommers' Ba(SH)'', 2013) i album Bradfielda ''Melba'' (2013). Finałowym koncertem tegorocznego Festiwalu będzie występ trębacza Orberta Davisa z wyjątkowym materiałem, w dużej części opartym na płycie ''Sketches Of Spain (Revisited)'' (2014). Orbert Davis w roku bieżacym opublikował wyjątkowy album nagrany wraz z Orkiestrą Chicago Jazz Philharmonic -transkrypcję kultowego i przełomowego dzieła Milesa Davisa i Gila Evansa: ''Sketches of Spain'' (1960). W Poznaniu artysta wystąpi wraz z poznańską orkiestrą kameralną -zapowiada się kolejne wielkie wydarzenie.

SZCZEGÓŁOWY PROGRAM CAŁEGO FESTIWALU MADE IN CHICAGO 2014

_______________________________________________________________________________________

Trudno ocenić jak wielki wkład w muzykę jazzową miał zmarły w 1996 roku amerykański saksofonista i kompozytor Gerry Mulligan, uważany za reformatora cool jazzu. Karierę rozpoczął już w roku 1948 w zespole Milesa Davisa (brał m.in. udział w legendarnych sesjach ''Birth Of The Cool''), następnie prowadził własne formacje jazzowe z m.in. Chetem Bakerem, Davem Brubeckiem, Paulem Desmondem, Stanem Getzem, Theloniousem Monkiem i Bobem Brookmeyerem, a w latach 70-tych stanął również na czele własnego big bandu. Wiele z jego kompozycji na stałe zapisało się w kanonie standardów jazzowych. Spośród nich warto wymienić choćby takie tytuły jak m.in: ''Walkin' Shoes'', ''Line for Lyons'' czy ''Festive Minor''.

 

GERRY MULLIGAN All-Star Tribute Band: Thank You, Gerry! Our Tribute to Gerry Mulligan /CD 1998, Arkadia Jazz/
Bark for Barksdale; Theme for Jobim; Elevation; My Funny Valentine; Rocker; Walkin' Shoes; Moonlight in Vermont; Line for Lyons; Festive Minor; Bernie's Tune; Curtains.

W sierpniu 1997 roku w legendarnym nowojorskim studio Avatar z inicjatywy trzech pozostałych muzyków ostatniego kwartetu Mulligana doszło do sesji firmowanej nazwą: Gerry Mulligan All-Star Tribute Band. Skład to zacny, bowiem pianiście Tedowi Rosenthalowi, kontrabasiście Deanowi Johnsonowi  (słuchaliśmy go ostatnio na płycie Tima Hornera: ''The Head Of The Circle'', 2013) i perkusiście Ronowi Vincentowi udało się zebrać muzyków, jacy w różnych okresach grywali z Mulliganem w rozmaitych konfiguracjach. Przy saksofonie altowym Lee Konitz - muzyk ściśle związany z artystą już od czasu sesji nonetów Milesa Davisa: ''Birth Of The Cool'' w latach 1940-1950, przy trąbce - Randy Brecker, przy puzonie wentylowym natomiast, zmarły cztery lata później Bob Brookmeyer, który współpracował z Mulliganem m.in. w latach 1954-1964 (w 2014 roku The Vanguard Jazz Orchestra opublikowała płytę ''OverTime. Music of Bob Brookmeyer'', 2014 - będącą hołdem dla puzonisty).
Tak doskonale zestawiony sekstet zarejestrował poza najsłynniejszymi kompozycjami Gerry'ego Mulligana, również utwory jakie formacje ich, zmarłego rok wcześniej przyjaciela, najczęściej grywały na koncertach, a więc: ''My Funny Valentine'' Rodgersa i Harta, ''Bernie's Tune'' Berniego Millera i ponadczasowy standard ''Moonlight in Vermont''.
Zespołowi udało się wzniecić magię towarzyszącą zarówno sesjom jak i licznym koncertom Mulligana jakie miały miejsce na przestrzeni blisko 50 lat trwającej kariery jednego z najważniejszych jazzowych muzyków wszechczasów. Muzycy ostatniego kwartetu saksofonisty czerpali inspirację z pamiętnych koncertów mających miejsce w latach 90-tych, Bob Brookmeyer i Lee Konitz dodali do tego posmak przełomu lat 50-tych i 60-tych, a Randy Brecker nasycił całość własnym brzmieniem pamiętanym z wspólnych albumów z Ronem Carterem, Billym Cobhamem czy Horace Silverem.
Jest w co zasłuchać się podczas tych 70 minut. Pięknym aranżacjom towarzyszą wyjątkowe partie solowe każdego z instrumentalistów, a spotkanie się muzyków wywodzących się z różnych pokoleń, jacy mają za sobą współpracę z adresatem tej płyty w różnych okresach jego jazzowej wędrówki, pozwoliło stworzyć niemal nową estetykę i wskrzesić ducha muzyki jaką Mulligan grał w ciągu blisko 50 lat.
Stary dobry jazz - thank You, Gerry!

skład:
Lee Konitz - saksofon
Randy Brecker - trąbka, flugelhorn
Bob Brookmeyer - puzon
Ted Rosenthal - fortepian
Dean Johnson - kontrabas
Ron Vincent - perkusja 

__________________________________________________________________________________________

OPISY I RECENZJE PONAD 1000 PŁYT (!) ZNAJDZIECIE: TUTAJ 

__________________________________________________________________________________________

_______________________________________________________________

teksty i skany: Robert Ratajczak

fot.: R.R., Amiga oraz materiały udost. przez Estrada Poznańska

piątek, 21 listopada 2014, longplay_2010
longplay.blog@gazeta.pl

Polecane wpisy

  • Z katalogu wytwórni DUX (2017/7)

    * Penderecki, Bacewicz, Tansman "Penderecki, Bacewicz, Tansman" to album zawierający utwory na skrzypce i fortepian trojga kompozytorów bezsprzecznie należącyc

  • Przegląd płytowy (2017/11): Made in Poland

    * Atom String Seifert Działalność Atom String Quartet wyłamuje się wszelkim kategoriom i nie mieści w jakichkolwiek powszechnych definicjach muzycznych. Skład

  • Enter Enea Festival, 12-14.06.2017

    * Jazz Forum 6/2017 W czerwcowym (6/2016) numerze Jazz Forum, do którego w wersji dla prenumeratorów dołączono płytę Schmidt Electric: "Live" (więcej o niej w

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

ALBUM TYGODNIA

Ethno Port Poznań 2017

______________________________________

P A T R O N A T Y:

______________________________________

AKTUALNE PUBLIKACJE:

______________________________________

R E K O M E N D A C J E :

Poznański Festiwal Młodego Jazzu. Volume 1
(2017)

SCHMIDT Electric
Live

PULCINELLA
3/4 d'once
(2017)

Natalia MOSKAL
Songs of Myself
(2017)

MaBaSo
We will rock U
(2017)

______________________________________

WYTWÓRNIE PŁYTOWE

_________________________________